Pracujemy nieustannie

Akcja na Polak Potrafi zakończona SUKCESEM, świąteczna przerwa też już za nami. Ostro bierzemy się do pracy!
Jesteśmy po rozmowach z wydawcą naszej książki Czarownice Himmlera. Rozpoczynamy kolejny etap naszego projektu – przygotowanie książki do wydania (prace redakcyjne, skład itp.).

A co ważne…
Jak wiecie na Polak Potrafi zebraliśmy więcej, niż zakładaliśmy. Dodatkowo zaangażowaliśmy w akcję nowych darczyńców. Zgromadzona nadwyżka wystarczy na zrealizowanie naszych wcześniejszych obietnic.
NAKŁAD książki został zwiększony o 200 egz. 💕

Reklamy
Opublikowano Procesy o czary

Trafiliśmy na okładkę!

Styczniowy numer miesięcznika Odkrywca już w kioskach‼️
A w nim…
Opisuję m.in. niełatwą „drogę”, prowadzącą nas do wydania albumu Czarownice Himmlera
Artykuł zawiera do tej pory niepublikowane informacje o projekcie.
SERDECZNIE POLECAM!

Opublikowano Procesy o czary

Mamy TO!

Na 7 dni przed zakończeniem zbiórki na Polak Potrafi, zebraliśmy 105% zaplanowanej kwoty!

Wszystko zatem wskazuje na to że książka nad którą od ponad roku
pracujemy ukaże się w pierwszym kwartale 2019 roku. 

Serdecznie dziękujemy wszystkim za zaangażowanie w pomoc!

Bez Was było by to niemożliwe!

Przed nami kolejny etap realizacji tego fascynującego projektu Czarownice Himmlera.

Opublikowano Procesy o czary

Piszą o projekcie :)


Stara, zgarbiona i pomarszczona czarownica to mit

Agnieszka Czubek 6 grudnia 2018 | 08:38

Bożena Ronowska zajmuje się badaniem procesów o czary od trzech lat

2 ZDJĘCIA

Bożena Ronowska zajmuje się badaniem procesów o czary od trzech lat (Fot. Olek Leydo)

W XVII i XVIII wieku ludzie wierzyli w ucieleśnienie diabła. O czary mógł być oskarżony każdy. Po procesie, którego nierozłączną częścią były tortury, tysiące ludzi ginęło na stosie – również w naszej okolicy: w Grucznie, Nowem, Komorsku i Płochocinie. Tylko w Nowem przez 58 lat odbyło się 39 procesów o czary, w których zginęły 123 osoby. Bożena Ronowska – artystka, regionalistka oraz badaczka kultury i historii z Terespola Pomorskiego – zbiera pieniądze na wydanie albumu z rycinami obrazującymi procesy o czary

CZAS ŚWIECIA: Temat czarów jest wręcz makabryczny, skąd takie zainteresowanie nim? 
Bożena Ronowska: W istocie temat procesów o czary jest trudny, może nawet niewygodny, i dlatego warto go poruszać. 
Czarownica istnieje w świadomości społecznej jako zbiór cech przypisanych jej przez kulturę popularną: stara, brzydka, zgarbiona, latająca na miotle. Każdy z nas w swoim życiu zetknął się z nią w bajkach. A tymczasem kilka wieków wcześniej wierzono w istnienie prawdziwych czarownic do tego stopnia, że zgodnie z obowiązującym prawem ścigano je i zabijano. Także w Polsce. Na zachodzie Europy na przestrzeni XV–XVII w., do Polski czarownice dotarły w XVII w.
Moje zainteresowania tematem nie są przypadkowe, od wielu lat zajmuję się kulturą ludową Kociewia i Pomorza Gdańskiego. Nieodłączną częścią każdej kultury są wierzenia i to one doprowadziły mnie do procesów czarownic. Wiara w istnienie ludzi bratających się z szatanem brała się z tego, jak ludzie rozumieli otaczający ich świat, zwłaszcza z braku znajomości praw rządzących przyrodą. 
Czemu to ważne, żeby mówić o czarostwie? 
– Zjawisko procesów o czary jest częścią historii, stoją za nim tysiące ludzi, którym zarzucono zajmowanie się czarami rozumianymi jako zamierzone szkodzenie innym. Wiara w możliwość zabicia innego człowieka za pośrednictwem niemożliwych do zbadania sił pochodzących ze świata nadnaturalnego czyniła podejrzanym każdego bez wyjątku. 
Warto w tym miejscu zacytować słownikowe znaczenie słowa czary, czyli „magiczne obrzędy”. Wbrew pozorom są one wciąż obecne w naszym codziennym życiu, choćby w postaci zielnych wianków czy palm wielkanocnych święconych w kościele. Obecnie wiele z nich jest częścią naszej religii, dawno temu mogły funkcjonować poza nią. Innym przykładem współczesnej wiary w istnienie magii może być czerwona wstążeczka zawiązana przy wózeczku noworodka. Ma to oczywiście związek z tym, że rodzice dopuszczają do siebie myśl o tym, że ktoś, kto spojrzy na ich dziecko, może je „zauroczyć”. Mamy XXI wiek, a mimo to w naszej podświadomości tkwią tego typu wierzenia, trudno więc dziwić się ludziom żyjącym w XV–XVIII w.
Czy podczas pracy nad tematem udało się pani zrozumieć, dlaczego ludzie oskarżali innych i siebie wzajemnie? 
– Oskarżenie o czary działało na zasadzie kuli śnieżnej: jedna osoba oskarżona o czary pociągała zwykle za sobą kilka kolejnych. Badając temat, próbuję zrozumieć mechanizm, który działał w tym przypadku, jednak nie jest to proste. Dziś idę do sklepu, kupuję mleko, twaróg, śmietanę i mam. Wtedy takim sklepem była krowa, jej śmierć pozbawiała rodzinę jedzenia. Poszukując wyjaśnienia przyczyny, ludzie nie znajdowali niczego poza możliwością, że na krowę rzucono czary, w wyniku których zdechła. A jeśli ktoś je rzucił, to kto? Kiedy? 
Odpowiedź przychodziła sama: przecież wczoraj była u mnie sąsiadka, akurat doiłam krowę… To ona rzuciła ten czar! Prawda, że prosty mechanizm? 
Z takim oskarżeniem ludzie szli do sądu, który „zajmował się należycie” domniemaną czarownicą.
Dziś wiemy, że krowa zdechła, bo była chora – wówczas szukano wyjaśnienia w świecie nadprzyrodzonym. 
Kto mógł być oskarżony o czary? 
– Każdy, zarówno kobiety jak i mężczyźni, młodzi i starzy, ładni i brzydcy, znani i nieznani. Mogę tak wyliczać w nieskończoność. 
Warto zauważyć, że kobiety były znacznie częściej niż mężczyźni oskarżane o czary – stanowiły 75 proc. oskarżonych osób. Mogło to wynikać z ich ogólnospołecznego statusu i tajemnicy kobiecego ciała. Poza tym kobieta jest rodzicielką, wydaje na świat potomstwo, nowe życie, i jest strażniczką ogniska domowego. 
Czy można było ustrzec się oskarżeń, prowadząc spokojne, zrównoważone życie? Podobno mąż oskarżył na łożu śmierci swoją żonę? 
– Nie było reguły. Wyobrażenia czarownicy zwykle sięgały codzienności, zwyczajnych ludzkich spraw, nad którymi nie potrafiono zapanować. Bywały rozmaite przypadki oskarżeń o czary, czasem były one wynikiem ludzkiej zawiści, zemsty, plotki, rozczarowania, miłości, nienawiści, zazdrości i wielu innych. Mąż oskarżający żonę na łożu śmierci niewątpliwie uważał ją za czarownicę, wszak umarł ze świadomością tego, co czekało jego małżonkę w wyniku tego zarzutu. 
Czy wszyscy podczas tortur się przyznawali? 
– Oczywiście, rozprawy czarownic odbywały się przed sądami świeckimi i przebiegały na podobnych zasadach jak sprawy zabójców czy złodziei. Jedno, co je odróżniało od pozostałych, to zarzuty, na które nie było fizycznych dowodów. Bo jak udowodnić czary? W przypadku procesu mordercy istniały dowody rzeczowe, tutaj ich nie było. Zdechła krowa przecież nie jest dowodem, bo każdy mógł spowodować jej śmierć. Jak udowodnić, że zrobiła to ta a nie inna osoba? Pomijając już to, że przecież to zwierzę zdechło, bo było chore.
Co zarzucano czarownicom? 
– Najczęściej osoby oskarżane o czary podejrzewano o to, że za pomocą czarów spowodowały chorobę lub śmierć ludzi lub zwierząt gospodarskich, również epidemię. Zarzucano im także wpływ na pogodę, klęski żywiołowe, oddawanie czci diabłu i utrzymywanie z nim kontaktów intymnych, a także o nocne loty na miotłach lub zwierzętach takich jak konie czy kozy i gromadzenie się na Łysej Górze na tzw. sabatach (parodia mszy). Wśród innych oskarżeń można odnaleźć zarzut kanibalizmu (głównie wobec noworodków) i wytwarzania tajemniczych maści umożliwiających czarownicom latanie.
Dziś wiele z tych zarzutów może wydawać się nam śmiesznymi, nieracjonalnymi, jednakże ludzie żyjący np. w Polsce siedemnastowiecznej widzieli w nich realne zagrożenie dla siebie i swoich bliskich. By to zrozumieć, musielibyśmy postawić się w ich sytuacji, a to jest niezwykle trudne. 
Jak wyobrażano sobie czarownice na przestrzeni lat? To nie zawsze były stare, brzydkie kobiety z garbatymi nosami? 
– Przez wieki obraz czarownicy ulegał zmianom. W wiekach ścigania ludzi za czary widziano ją jako zwyczajną, nierzadko młodą i piękną kobietę. Jej wizerunek w niczym nie odbiegał od ówcześnie obowiązujących kanonów piękna. Kolejne wieki przynosiły coraz to nowsze wizerunki czarownicy, stopniowo zmieniające ją w garbatą, szpetną staruszkę obecną dziś w popkulturze. 
Naprawdę wierzono, że czarownice latały? Jak miały to robić? 
– Tak. Wiara w nocne loty czarownic była wówczas żywa, dowodzą tego zeznania osób, które oskarżono o czary. W aktach procesowych z XVII w. bardzo często można przeczytać odpowiedzi oskarżonych bardzo szczegółowo opisujących swoje nocne, powietrzne podróże.
Uznawano, że lot czarownicy umożliwiać miała specjalna maść czarownic, którą początkujące wiedźmy miały otrzymywać w darze od diabła. Starsze czarownice miały robić ją samodzielnie z rozlicznych ziół i… tłuszczu noworodka. Istnieją teorie, że skoro domniemane czarownice do tej maści wkładały zioła, to niektóre z nich mogły po jej użyciu powodować coś w rodzaju halucynacji, podczas których kobietom zdawało się, że latają. Warto nadmienić, że wśród osób, którym zarzucano czary, były też takie, które same uznawały siebie za czarownice.
W relacjach ludzi postawionych przed sądem za czary jako środek lokomocji pojawia się zwykle miotła lub dwuzębne widły. Bywają też czarne konie ze złotą karetą, czarne kozły i złe duchy osobiście. 
Sąd czarownic był dostępny dla wszystkich. Ludzie chcieli takich „igrzysk”, brali w tym udział? 
– Niestety. Rozprawa czarownicy była jawna, co oznaczało, że każdy mógł w niej uczestniczyć. Przy czym trzeba wiedzieć, że taki proces nie odbywał się w sali sądowej. Zwykle sąd miejski rozpatrywał sprawy na sesji wyjazdowej we wsi, w której miało miejsce zdarzenie. Cały proces odbywał się więc na wsi, czasem w jakiejś stodole lub na powietrzu. Nie wiem czy słowo „igrzyska” jest tutaj na miejscu, myślę raczej, że można by to przyrównać do teatru. Nie mam informacji, czy ludzie tego chcieli, czy im się to podobało, czy nie, wiem jednak, że jeszcze dziś jak się coś dzieje, to zbierają się wokół gapie. 
Jak wyglądały tortury? To prawda, że można je było prowadzić aż trzy razy? 
– Torturowanie czarownic w siedemnastowiecznej Polsce nie było niczym nadzwyczajnym, traktowano je w podobny sposób jak pozostałych przestępców kryminalnych. Prawo zezwalało na trzykrotne powtarzanie sesji. Zastosowanie tego rodzaju narzędzia w przypadku np. mordercy miało na celu potwierdzenie dowodów rzeczowych. W stosunku do osób oskarżonych o czary tortury stosowano po to, by wydobyć z nich przyznanie się do winy. Czary nie są dowodem, bo jak je udowodnić?
Było wiele rodzajów tortur, wobec czarownic najczęściej stosowano ławę i wahadło, choć, co ciekawe, często stosowano także próbę wody oraz wodę święconą.
Czym było pławienie? 
– Pławienie było pozostałością tzw. Ordaliów, czyli sądów bożych, które były powszechne w czasach działalności inkwizycji (instytucji powołanej w średniowieczu przez Kościół w celu ścigania heretyków). Próba wody (pławienie) polegała na tym, że osobę podejrzaną o czary pozbawiano przyodziewku, krępowano i wrzucano do wody. Czekano, czy utonie, bo to ją uniewinniało. W przeciwnym razie potwierdzało, że jest czarownicą. Ten rodzaj próby przez pewien czas posiadał podstawy prawne. Po wprowadzeniu zakazu funkcjonowały jako „prawo zwyczajowe”.
Dlaczego skrępowane osoby oskarżone o czary trzymano w beczkach do kiszenia kapusty? 
– To prawda, były miejsca, w których wierzono, że kiedy czarownica dotknie stopami ziemi, skontaktuje się z diabłem i ten przyjdzie jej z pomocą. Dlatego tuż po próbie wody umieszczano je w beczkach podobnych konstrukcją do tych, w których kisimy kapustę. Zamknięte były wywożone do „więzienia” (mówimy umownie, bo wówczas nie było więzień – były lochy i wieże), gdzie w takim stanie oczekiwały na proces.
Proces o czary był zgodny z prawem? 
– Prawne ściganie czarostwa i tortury zostały wprowadzone w 1532 r. przez niemiecki kodeks karny potocznie zwany Carolina (Constitutio Criminalis Carolina). Była to pierwsza duża kodyfikacja prawa czasów nowożytnych, która odcisnęła swoje piętno na późniejszych porządkach prawa w Europie tamtych czasów.
Dlaczego tak wiele osób ginęło w wyniku jednego procesu? 
– Mechanizm oskarżenia ludzi o czary był niezwykle prosty: jak już wspomniałam wcześniej, oskarżenie jednej osoby przyczyniało się do tego, że ta osoba wskazywała (powoływała) kolejne osoby. Te stawiane przed sądem powoływały następne, te z kolei następne itd.
W okolicach Świecia również były prowadzone procesy o czary. 
– Dotarłam do dokumentów procesowych z XVII i pierwszej połowy XVIII w. przechowywanych w Archiwum Państwowym w Bydgoszczy. Znam akta procesów, jakie odbyły się w Grucznie, Nowem, Komorsku i Płochocinie. Osoby, którym w tych przypadkach postawiono zarzut czarostwa, były oskarżone o spowodowanie szkód na zdrowiu i życiu ludzi oraz zwierząt gospodarskich. Tylko w Nowem przez 58 lat odbyło się 39 procesów o czary, w których powołano (wskazano nowe czarownice) łącznie 123 osoby. W tym przypadku procesy odbywały się na dziedzińcu zamkowym. Wcześniejsza próba wody odbywała się w jeziorze lub w innych naturalnych zbiornikach wodnych.
W Nowem jest Jezioro Czarownic. 
– W każdej legendzie jest ziarenko prawdy, w tym przypadku jest tych ziaren dużo więcej. Z uwagi na położenie miasta na wysokim brzegu Wisły można domniemywać, że ludzi oskarżanych o czary w tym mieście poddawano próbie wody właśnie w Jeziorze Czarownic położonym w dogodniejszym miejscu niż np. Wisła.
Po opracowaniu albumu dalej zamierza pani się zajmować tematem czarownic? 
– Album, na który gromadzimy środki za pośrednictwem znanej platformy crowdfundingowej Polak Potrafi, jest wynikiem badań w Archiwum Państwowym w Poznaniu, które prowadzę od 2015 r. Nad samym projektem z całym zespołem pracujemy od lipca 2017 r. 
Procesami o czary zajmuję się w ramach rozprawy doktorskiej, którą piszę na Uniwersytecie Gdańskim. Mówiąc wprost, są one przedmiotem moich badań naukowych i wszystko wskazuje na to, że poświęcę im jeszcze wiele czasu. Nieustannie odkrywam nowe źródła i dokumenty przybliżające nas do prawdy o wydarzeniach będących skutkiem irracjonalnej wiary w moc człowieka współpracującego z szatanem.
Moje ulubione pytanie na koniec. Jakie jest pani marzenie? 
– Opublikowanie książki „Czarownice Himmlera” i pokazanie za jej pośrednictwem światu bardzo starych, nierzadko zapomnianych rycin w znacznej części powstałych w czasach, gdy zabijano ludzi za czary.
Dziękuję za rozmowę. 
Agnieszka CzubekJak wesprzeć
Bożena Ronowska jest doktorantką historii, historii sztuki i archeologii Uniwersytetu Gdańskiego i obecnie pisze rozprawę doktorską na temat procesów o czary. Znalezione w poznańskim archiwum ryciny, wzbogacone o interesujący, naukowy komentarz oraz merytoryczną recenzję, chce wydać w formie albumu. Potrzebuje 8 tys. zł. Już udało się zebrać 3,5 tys. zł, ale żeby przedsięwzięcie zakończyło się sukcesem, potrzebna jest cała kwota. Zbiórka prowadzona jest na portalu polakpotrafi.pl/projekt/czarownice-himmlera. Potrwa do 19 grudnia.

Opublikowano Procesy o czary

Konferencja o strachu

Opublikowano Procesy o czary

Piszą znów

Obrazek | Opublikowano by

Piszą o nas

Opublikowano Procesy o czary